Vitalmania.pl

Viktoria Boutenko oglasza: dieta raw food wysokotluszczowa jest niezdrowa !

W koncu ktos to powiedzial dosc glosno , ciekawe jak zareaguje reszta podworka i ja zakopie ?

w kazdym razie tu jest artykul , nie mam czasu przetlumaczyc wiec wkleje z translatora :

http://vegnews.com/articles/page.do?pageId=4102&catId=7

http://translate.google.dk/translate?sl=en&tl=pl&js=n&p...

Moze ktos chetny do przetlumaczenia ;)

Przeglądane: 456

Odpowiedz na to

Odpowiedzi do tej dyskusji

Viktoria Boutenko zrobiła na mnie wrażenie już samym tym, że tak z dnia na dzień wzięła się za zdrowie swojej rodziny i przeszła na całkowicie surowy pokarm. To jest prawdziwa matka - a nie te wszystkie mameje, które nie wyobrażają sobie nie podawania dziecku słodyczy i nabiału, choć dziecko non stop chore i lekarz przymierza się już do wycięcia tego i owego z dziecka - na początek może migdałów:/ Szukała aż znalazła rozwiązanie, ceniąc zdrowie dzieci ponad wygodę. Ja takich ludzi bardzo szanuję, nawet jak ich nie znam. Inaczej by ten świat wyglądał, jakby każdy chciał się wziąć za siebie i miał odpowiednie priorytety:)

Oczywiście zwróciłam też uwagę, że Viktoria Boutenko ma nadwagę i nie wygląda jak okaz zdrowia. Miałam takie właśnie podejrzenie, że je za dużo orzechów itp. jedzenia, ale nie wiedziałam tego na pewno. Być może mówiła to w jakimś wywiadzie, ale ja ich zbyt wielu nie oglądałam. Jednak uważałam, że skoro jest zdrowa, to nadwaga nie jest tak ważna.

Muszę przyznać, że podzielam pogląd Viktorii Boutenko, że nie trzeba być 100% raw, żeby być zdrowym. Surowe jedzenie na pewno powinno stanowić ponad 50% tego, co jemy, choć jak są mrozy to mój organizm podpowiada mi co innego, a on mi zawsze tak dobrze podpowiada!:) Choć moim zdaniem żyjąc w tropikach nie ma sensu jeść gotowanego, to w naszym klimacie może się to okazać dość dobrym rozwiązaniem, szczególnie zimą. Oczywiście ważne jest, co i jak się gotuje. Jeśli musiałabym wybrać i zdecydować, że muszę jeść tylko gotowane lub tylko surowe, wybrałabym surowe. Na szczęście nie muszę wybierać:)

Zapomniałam dodać, że to dzięki Victorii Boutenko zakochałam się w zielonych koktajlach. Ogólnie nie przepadam za szejkowanym pożywieniem, ale zielone koktajle uwielbiam i uważam, że to jest chyba jedna z najzdrowszych potraw świata:)

bardzo ciekawy wywiad.. podoba mi się jej nowe podejście "high-raw diet" :)

tez sie zastanawialam nad tym dlaczego Victoria ma nadwage, jej corka tez nie nalezy do najchudszych. Czulam,ze jedza cos nie tak do konca, bo wierze, ze zdrowy czlowiek (w ogole, nie tylko raw foodysta) powinien tryskac energia, miec blysk w oku, byc szczuplym i umiesnionym i sprawnym fizycznie. Wiem, ze brzmi to utopijnie moze, albo powierzchownie, ale wiadomo - pierwsze wrazenie najwazniejsze...
Przez jakis czas jadlam sporo krakersow raw - i mimo, ze byly warzywne w sporej czesci, to jednak nie czulam sie najlepiej jedzac wieksze ilosci nasion, pestek i ozrechow. Teraz jem mniej, gdy jem awokado - nie jem w tym dniu juz praktycznei orzechow ani pestek. Jem za to wiecej owocow. I czuje sie lepiej.

Zielone koktajle to cudowny wymysl - czyjkolwiek by - jest super posilkiem, zmodyfikowana wersja banana w lisciu (zeby nie bylo "banana w ciecie";)). Moim zdaniem to rewelacyjny posilek poranny. Daje sporo energii, ma mnostwo wartosci odzywczych i ozywia kolorem. Wprawdzie po okolo 2-3 godzinach czuje sie juz glod, wiec nie jest sycacy na dlugo, ale daje kopa z rana. Czasem mam kilka dni takich, gdy odpoczywam od koktajli z rana, to normalne. Ale zawsze chetnie do nich wracam. Mam nadzieje, ze ksiazka Victorii pojawi sie w polskim tlumaczeniu niedlugo...:(A jak ktos bedzi emial namiar na oryginalna wersje, niech da znac. pozdrawiam owockowo!

Ja takze jestem pod wrazeniem  Viktorii, ze powiedziala to w koncu bez owijania w bawelne, ba i jeszcze ksiazke o tym napisala, teraz tylko czekac az zareaguje reszta podrowka raw foor gloryfikujacego wysokotluszczowa diete.

I fakt, to bylo dziwne ze jej rodzina jest otyla z nia na czele, to jest juz wystarczajacy dowd ,ze z ich dieta jest cos nie tak. Ale zajelo im to dlugo az 12 lat do dojscia do takich wnioskow, mi zajelo pol roku dojscie do tego, ze jednak z ta dieta jest cos nie tak. Ale moze jak oni od urodzenia na fast foodach itp. to rzeczywisice ich organizm mial sie swietnie przez dluzszy okres czasu ;)

Wydaje mi sie - tak na podstawie obserwacji tego co mowia o sobie rawfoodysci - ze chyba jednak najbardziej zdrowa surowa dieta - jest dieta zblizona do 80/10/10. Mam wrazenie,z e ludzie ktorzy odzywiaja sie wedlug tej metody, albo blisko niej - wygladaja najzdrowiej (sa szupli, wydaja sie byc energiczni, aktywni sportowo, maja ladna skore), a ci ktorzy jedza wlasnie bardziej tlusto i bialkowo - maja nadwage, jakas taka dziwna skore. To tylko moje obserwacje, moze sie myle. Ale z drugiej strony, jesli po latach sama Victoria przyznaje, ze cos nie tak bylo w jej sposobie odzywiania...Ale duzy plus dla niej, nie latwo przyznac sie do bledu. Powiem wam, ze np jakos zawiodlam sie na Poulu Nisonie, jakos tak zdziwaczal?Mialam jakies inne wyobrazenie o nim. Ale nic do niego nie mam generalnie. Osobiscie nie przepadam takze za Angela Storks (czy jak jej tam). Jakos nie moge sie do niej przekonac:)

Witajcie:)

Brawo dla Wiktorii ,za to ze mowi glosno o tym a nie trzyma sie uporczywie wczesniej gloszonych informacji;)
Ja odkrywam wlasnie jak wspaniale jest wprowadzanie surowych pokarmow do diety i czuje sie z tym swietnie, ale nie jest to 100 procent.

Mysle ze zawsze warto sluchac naszego ciala i sprawdzac jak sie czujemy po jedzeniu - nasze cialo nas nigdy nie oszuka;)

Poli dzieki za wstawiony watek:)

Pozdrawiam wszystkich!!!

Bardzo ciekawy i ważny artykuł! Ja już dawno przekonałam się, że nie tylko cukier niszczy mój organizm… tłuszcz niestety też potrafi- nawet najzdrowszy.

Uważam, że mądry człowiek zmienia zdanie gdy widzi, że się mylił . Niewątpliwie wymagało to od Viktorii odwagi i jak dla mnie świadczy o jej odpowiedzialności i uczciwości zarówno w stosunku do siebie jak i tych wszystkich, którzy w jakiś sposób korzystają z jej wiedzy i doświadczenia. Gdybym dzisiaj mogła spotkać się z Viktorią np. na jej wykładzie (jaka wizualizacja-hah) to powiedziałabym jej słowa Dostojewskiego( które zapewne zna:),  że Błędy to droga do PRAWDY:)

Ja dopiero zaczynam przygodę z surowym jedzeniem (na stałe), krótkie epizody mam już za sobą . Teoretycznie wiem dużo choć na pewno jeszcze wiele, wiele przede mną:) i z tego też się bardzo cieszę bo temat jest pasjonujący;p I z pewnością będzie jak u Viktorii. Szukając  tego co dla MNIE najlepsze zapewne niejednokrotnie popełnię błędy. To naturalne, takie życie;p

I jeszcze podzielę się słowami, które od jakiegoś czasu mi towarzyszą: Mądrością jest uczyć się na własnych błędach, geniuszem na błędach innych.

Strasznie się rozpisałam;p ale jakoś po przeczytaniu tego artykułu (pierwszego na tym portalu) przypomniał mi się mój największy koszmar żywieniowy  jakiego doświadczyłam (niestety) na własnej skórze i był ona właśnie związany z nadmiernym (!) spożyciem tłuszczu. Jak sobie o tym pomyślę to czuję taką złość, że nawet ciężko to opisać… Na początku pierwszego roku studiów byłam na diecie Kwaśniewskiego:/  inaczej optymalnej (sic!). To był horror (dosłownie). Codziennie jadłam bardzo dużo tłuszczu, głównie w postaci śmietanki kremówki! Piłam kilka 200ml  kartoników dzienne! Tyłam w zastraszającym tempie, fatalnie się czułam… ale wmówiłam sobie, że to minie, że organizm się dostosuje itp. Naprawdę do tej pory nie mogę uwierzyć jak mogłam w taki sposób myśleć i tak bardzo siebie krzywdzić. Mogłabym jeszcze wiele pisać o tamtym czasie… i nie byłoby to nic pozytywnego:/

Ten żywieniowy koszmar w końcu się skończył:) Wyczerpane ciało zbuntowało się:) Negatywne konsekwencje oczywiście  odczuwam w jakimś stopniu nadal:/ Doświadczenie to WIELE mnie nauczyło. Moje ciało w dalszym ciągu pamięta te wielkie ilości tłuszczu i mówi- NIE- również orzechom. Od początku mojego zainteresowania surową dietą zawsze zapalała mi się „czerwona lampka” jeśli chodzi o orzechy. Przez to co przeszłam jestem bardzo wyczulona na TŁUSZCZ w diecie. Cieszę się, że Viktoria o tym napisała bo naprawdę w wielu pysznych surowych potrawach jest go niestety bardzo dużo. Tłuszcz jest nośnikiem smaku i dlatego tak ciężko zapanować nad jego ilością w naszym jedzonku. Ja starać się będę używać go niewiele np 2 łyżki oleju lnianego (budwigowego) dziennie, garść orzechów, 1 avokado- zobaczymy co z tego wyjdzie. Póki co sama sobie życzę powodzenia:)))

Ale się rozpisałam;p

NIe zdawalam sobie sprawy do tej pory, ze balans tluszczu w raw food jest az tak wazny. Orzechy owszem jem z umiarem, ale nie wpadlam na avocado. Musze ograniczyc moja rodzinke do 1 dziennie:)

Dzieki za ten artykul  Poli ! Powodzenia Doris :)

Pozdrawiam

FACEBOOK

© 2012   Created by Basia Wesola.

Oznaczenia  |  Zgłoś problem  |  Warunki serwisu